Czesław Śpiewa
piątek, 24 stycznia 2014
wtorek, 1 października 2013
piątek, 22 marca 2013
Czesław Śpiewa & Mela Koteluk - Baczyński - Pieśń o szczęściu
http://www.youtube.com/watch?v=Yd02yaFqh08
czwartek, 21 marca 2013
wtorek, 20 listopada 2012
sobota, 29 września 2012
wtorek, 11 września 2012
Czesiociuchy
http://www.facebook.com/czesiociuch

Polecam zajrzeć i oblukać jak dla mnie te ciuchy to rewelka ;D
A tu link gdzie można dokonać zakupu :
http://www.czesiociuch.pl/
Polecam zajrzeć i oblukać jak dla mnie te ciuchy to rewelka ;D
A tu link gdzie można dokonać zakupu :
http://www.czesiociuch.pl/
Czesław Mozil wraca do ojczyzny ojca
Zjeździł już Polskę wzdłuż i wszerz, grał prawie wszędzie. Teraz nadszedł czas na podbój zagranicy. Cykl koncertów "Letnia kanikuła z Czesław Śpiewa" trwa a Czesław już w sierpniu skieruje swoje kroki na Ukrainę, do kraju ważnego w jego życiu. To właśnie ze Lwowa pochodzi ojciec muzyka, tam też odbędzie się pierwszy z zaplanowanych ukraińskich koncertów spod znaku Solo Act.
Następnie "grajek z akordeonem" zawita do Tarnopola, wystąpi również podczas siódmej edycji Festiwalu Ukraińskiej Średniowiecznej Kultury "Tu Stan! 2012". Festiwal odbywa się u podnóża twierdzy Tustan, we wsi Urycz (ukrn. Urych), w obwodzie lwowskim.
10 sierpnia cały polsko - duński zespół Czesław Śpiewa zagra dwa spontaniczne koncerty w Kopenhadze. Miejsca tych występów oraz szczegóły ich dotyczące zostaną ujawnione niebawem. Ponad miesiąc po tych wydarzeniach, we wrześniu, przyjdzie czas odwiedzin Irlandii, również z całym składem. Dwa koncerty w Dublinie i Cork będą pierwszymi występami grupy Czesław Śpiewa w tym kraju.
więcej: http://muzyka.onet.pl/newsy/alternatywa/czeslaw-mozil-wraca-do-ojczyzny-ojca,1,5206619,wiadomosc.html
więcej: http://muzyka.onet.pl/newsy/alternatywa/czeslaw-mozil-wraca-do-ojczyzny-ojca,1,5206619,wiadomosc.html
czwartek, 12 lipca 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
Czesław Mozil - Chciałbym się zakochać
Piotr Najsztub punktuje Czesława Mozila okrutnie. „Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?”, pyta kąśliwie. Czy ma rację?
- Masz 80 lat? Tak staro-mądrze brzmią Twoje piosenki.
Czesław Mozil: Niektórym ludziom się wydaje, że mówię mądre rzeczy, a wystarczy mówić prawdę. Choć inni pewnie muszą mnie odbierać jak debila, który nie potrafi zdania sklecić po polsku.
– Ale ta Twoja prawda jest przyziemna, normalna. Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?
Czesław Mozil: Ale ja marzę! Chciałbym być aktorem! Więc kiedy widzę w „Igrzyskach śmierci” Jennifer Lawrence, chciałbym grać w takim filmie!
– Nie o takie marzenia pytam. Miłość w Twoich piosenkach jest przyziemna i elementarna. Żeby się tak złapać za rękę, trzymać i iść. A nie startować w kosmos!
Czesław Mozil: Bo jakoś nigdy tego we mnie nie było. Miałem trzy poważne związki i dzięki Bogu wszystkie te dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Ale już prawie pięć lat się nie zakochałem. Jak ja bym chciał się zakochać!
– Może jesteś za bardzo zakochany w sobie, żeby się zakochać w kobiecie?
Czesław Mozil: Może tak jest… Ale raczej strasznie się boję tego, co miłość ze sobą niesie. Albo tego, co ja sobie na jej temat wymyśliłem. Na przykład, że może odebrać mi wolność, choć wiem, że tak mówi gówniarz, mały chłopczyk. Ale przez takie myśli parę razy straciłem miłość. Na dodatek miałem poczucie, że jeżeli nie mogę „ogarnąć” siebie, to jak mogę „ogarnąć” inną osobę czy dać jej coś z siebie?! A to jest pierwszy poziom związku. Nigdy jednak tam nie dotarłem i nie zobaczyłem, że potem mogę mieć coś, co pokona te lęki – bliskość i wsparcie innej osoby.
– Ale rzeczywiście miłość to jest utrata wolności, takiej, jaką znasz do tej pory.
Czesław Mozil: Tak, i nie chodzi mi o wolność seksualną, ale też mentalną, co jest paradoksalne, bo ja jestem uzależniony od ludzi. Mam na przykład problem, jak w taki normalny wieczór siąść samemu przed telewizorem i oglądać film. Od razu szukam jakiegoś towarzystwa kobiecego albo idę do knajpy, baru. Odczuwam wtedy ekstremalnie samotność. W hotelu mogę spać sam, bo jestem w trasie, ale w swoim mieszkaniu mam z tym problem. Jeżeli mam być szczery… Gdybym mieszkał w Stanach, to już dawno bym poszedł do terapeuty. A tu jakoś zaakceptowałem te ostatnie pięć lat, to, że tchórzę totalnie.
– Kiedy tchórzysz?
Czesław Mozil: Tchórzę, kiedy czegoś się ode mnie wymaga. Kiedy słyszę faceta, który opowiada o swoim nieudanym podboju, porażkach, a i o tym, że się poddawał i na końcu zdobył jej serce, to mnie to strasznie jara.
– Że tak o nią walczył?
Czesław Mozil: Tak. I wtedy robi mi się ekstremalnie smutno. Bo ja albo nie spotkałem takiej kobiety, albo po prostu dziecinnie zadzieram – po odmowie – nos do góry i myślę: Nawet nie wiesz, co straciłaś.
– Może w swoim życiu nie stworzyłeś miejsca na miłość?
Czesław Mozil: Jak ty to mówisz, to brzmi to strasznie. A jak mam skojarzenia bardzo romantyczne, to jak dialog z końcówki filmu. Mam nadzieję, że tak nie jest. Jest muzyka. W liceum mówiłem swojej nauczycielce, że chętnie podpiszę kontrakt z diabłem, żeby żyć ze swojej muzyki.
– Mały Czesław, bo dzieci często tak mają, rzeczywiście w swoim pokoiku wzywał diabła, żeby podpisał z nim cyrograf?
Czesław Mozil: Nie, ale to sobie wyobrażałem. Że gdyby przyszedł pan i powiedział: „W tej chwili, chłopczyku, masz wybierać: tak albo tak”, to powiedziałbym: „Chcę muzykę”. Ze świadomością, że coś za coś.
http://polki.pl/viva_artykul,10029499.html
Czesław Mozil: Niektórym ludziom się wydaje, że mówię mądre rzeczy, a wystarczy mówić prawdę. Choć inni pewnie muszą mnie odbierać jak debila, który nie potrafi zdania sklecić po polsku.
– Ale ta Twoja prawda jest przyziemna, normalna. Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?
Czesław Mozil: Ale ja marzę! Chciałbym być aktorem! Więc kiedy widzę w „Igrzyskach śmierci” Jennifer Lawrence, chciałbym grać w takim filmie!
– Nie o takie marzenia pytam.
Czesław Mozil: Bo jakoś nigdy tego we mnie nie było. Miałem trzy poważne związki i dzięki Bogu wszystkie te dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Ale już prawie pięć lat się nie zakochałem. Jak ja bym chciał się zakochać!
– Może jesteś za bardzo zakochany w sobie, żeby się zakochać w
Czesław Mozil: Może tak jest… Ale raczej strasznie się boję tego, co miłość ze sobą niesie. Albo tego, co ja sobie na jej temat wymyśliłem. Na przykład, że może odebrać mi wolność, choć wiem, że tak mówi gówniarz, mały chłopczyk. Ale przez takie myśli parę razy straciłem miłość. Na dodatek miałem poczucie, że jeżeli nie mogę „ogarnąć” siebie, to jak mogę „ogarnąć” inną osobę czy dać jej coś z siebie?! A to jest pierwszy poziom związku. Nigdy jednak tam nie dotarłem i nie zobaczyłem, że potem mogę mieć coś, co pokona te lęki – bliskość i wsparcie innej osoby.
– Ale rzeczywiście miłość to jest utrata wolności, takiej, jaką znasz do tej pory.
Czesław Mozil: Tak, i nie chodzi mi o wolność seksualną, ale też mentalną, co jest paradoksalne, bo ja jestem uzależniony od ludzi. Mam na przykład problem, jak w taki normalny wieczór siąść samemu przed telewizorem i oglądać film. Od razu szukam jakiegoś towarzystwa kobiecego albo idę do knajpy, baru. Odczuwam wtedy ekstremalnie samotność. W hotelu mogę spać sam, bo jestem w trasie, ale w swoim mieszkaniu mam z tym problem. Jeżeli mam być szczery… Gdybym mieszkał w Stanach, to już dawno bym poszedł do terapeuty. A tu jakoś zaakceptowałem te ostatnie pięć lat, to, że tchórzę totalnie.
– Kiedy tchórzysz?
Czesław Mozil: Tchórzę, kiedy czegoś się ode mnie wymaga. Kiedy słyszę faceta, który opowiada o swoim nieudanym podboju, porażkach, a i o tym, że się poddawał i na końcu zdobył jej serce, to mnie to strasznie jara.
– Że tak o nią walczył?
Czesław Mozil: Tak. I wtedy robi mi się ekstremalnie smutno. Bo ja albo nie spotkałem takiej kobiety, albo po prostu dziecinnie zadzieram – po odmowie – nos do góry i myślę: Nawet nie wiesz, co straciłaś.
– Może w swoim życiu nie stworzyłeś miejsca na miłość?
Czesław Mozil: Jak ty to mówisz, to brzmi to strasznie. A jak mam skojarzenia bardzo romantyczne, to jak dialog z końcówki filmu. Mam nadzieję, że tak nie jest. Jest muzyka. W liceum mówiłem swojej nauczycielce, że chętnie podpiszę kontrakt z diabłem, żeby żyć ze swojej muzyki.
– Mały Czesław, bo
Czesław Mozil: Nie, ale to sobie wyobrażałem. Że gdyby przyszedł pan i powiedział: „W tej chwili, chłopczyku, masz wybierać: tak albo tak”, to powiedziałbym: „Chcę muzykę”. Ze świadomością, że coś za coś.
http://polki.pl/viva_artykul,10029499.html
poniedziałek, 28 maja 2012
niedziela, 27 maja 2012
Mozil: "Boję się alkoholizmu!"
O tym, że Czesław Mozil lubi wypić wiedzą już chyba wszyscy, którym zdarzyło się przyjść na jego koncert. Muzyk często pojawia się na scenie pod wpływem alkoholu. Bywa, że po kilku głębszych robi się więcej niż dowcipny. Przypomnijmy:
Przyszedł pijany na koncert?!
Mozil obrażał swoich fanów? "ZATACZAŁ SIĘ"
Juror X Factor w wywiadzie z Vivą przyznaje, że boi się, że "może mieć" problem z alkoholem. Nie wyobraża sobie rezygnacji z całonocnych imprez:
Boję się alkoholizmu – mówi. Nie lubię takiej myśli, że idę na imprezę i wracam o godzinie drugiej. Mam problem, jak w taki normalny wieczór siąść samemu przed telewizorem i oglądać film. Od razu idę do knajpy, albo szukam kobiecego towarzystwa.
Jest jednak jedno miejsce, w którym nie ma ochoty na żadne imprezy:
Kraków jest tak zakompleksiony, jeżeli chodzi o ten artyzm, nie mogą się wyluzować, czuć tę "spinę" w każdej knajpie.”
http://www.pudelek.pl/artykul/40488/mozil_boje_sie_alkoholizmu/
poniedziałek, 14 maja 2012
Czesław Mozil w zielonogórskim schronisku
Czesław Mozil w zielonogórskim schronisku
Mimo napiętego rozkładu dnia i swojej alergii na sierść zwierząt, pan Mozil bardzo chętnie przystał na nasz pomysł. Sesja zdjęciowa spodobała się nie tylko naszemu gościowi ale także naszym czworonogom, o czym mogą się państwo sami przekonać na zdjęciach poniżej. A jeżeli, ktoś nie zdążył na wczorajszy koncert Czesława Mozila, może się wybrać na kolejny, jeszcze dziś 14 maja o godzinie 20:00 w zielonogórskim klubie "4 Róże dla Lucienne". Serdecznie zapraszamy.
Zwierzaki które brały udział w sesji zdjęciowej
wtorek, 8 maja 2012
Alternatywni Niepokorni
Czesław, Please The Trees, Hatifnast, Bad Light District, DagaDana i Low-Cut uświetnią swoimi występami kolejną edycję koncertowego cyklu Niepokorni - 17 maj
a przy okazji krakowskich Juwenaliów.
Koncert z muzyką alternatywną na stałe wpisał się w program krakowskim juwenaliów. Do tej pory pod szyldem Niepokorni grali już m.in.: Lao Che, Voo Voo, Pati Yang, Indigo Tree, The Car Is On Fire, Lech Janerka, Świetliki, Pustki, Dick4Dick, Żywiołak, Peter J. Birch, Igor Boxx, Pustki i Kapela Ze Wsi Warszawa.
W tym roku na krakowskiej imprezie wystąpią: Czesław Śpiewa (Polska/Dania), Please The Trees (Czechy), Hatifnast, Bad Light District, DagaDana(Polska/Ukraina) i Low-Cut.
Koncert odbędzie się w środę, 16 maja, przed klubem Żaczek (al. 3 Maja 5). Start o godz. 17.
http://www.t-mobile-music.pl/koncerty,8062,alternatywni_niepokorni.html
http://www.t-mobile-music.pl/koncerty,8062,alternatywni_niepokorni.html
poniedziałek, 7 maja 2012
sobota, 5 maja 2012
3 maja 2012 w Wywiad Autor: Maja Kluczyńska
Czesław Mozil ma coś wspólnego z Czesławem Miłoszem?
To przypadek, ale losowi czasami trzeba pomagać. Jeżeli dostaję propozycję, żeby ułożyć muzykę do wierszy Miłosza, to wiem, że na pewno nie będę jedynym realizującym projekt. Jestem taki, że żeby coś zrobić, muszę dostać jakiś bodziec, widzieć marchewkę. Pomyślałem, że to byłoby genialne: Czesław Śpiewa Miłosza! Pytasz, czy mamy coś wspólnego. Mam meldunek w Krakowie, w domu naprzeciwko tego, w którym on mieszkał. Też mam na imię Czesław, no i to podobieństwo losów: emigracja, reemigracja. Sam byłem ciekaw efektu i z wielką pokorą wziąłem się do pracy, nie wiedząc do końca, jaki będzie rezultat. Zakładałem jedynie, że jeśli nie dam rady zrealizować tego projektu, to nie nagram płyty i zrobię tylko koncert. Jednak kiedy mnie to wszystko pochłonęło emocjonalnie, ucieszyłem się, że dobrze idzie.
Twoje wykonanie i interpretacja wierszy Miłosza różni się od tych Agi Zaryan czy Stanisława Sojki…
To kwestia formy i tego, że to po prostu są moje interpretacje wierszy Miłosza. Tak je poczułem i odczytałem. Mam nadzieję, że niektóre piosenki z tej płyty będą żyły swoim życiem. Jeżeli młodzi ludzie mają być „męczeni” Miłoszem, bo dostał Nobla, a moja płyta oraz teledyski „Do Laury” czy „Postój zimowy” mogą pomóc i wszystko stanie się łatwiejsze w odbiorze i przybliży do Miłosza – to odrobiłem swoją lekcję! Więcej, jeśli ktoś posłucha tej płyty i zacznie sam szukać w poezji Miłosza czegoś dla siebie, czegoś bliskiego, to będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
A co na to wszystko twoja mama polonistka? Czy u siebie też odkryłeś trochę genów „pana od polskiego”?
Ależ pewnie, że tak! To muszą być geny, bo przecież nie chodziłem do podstawówki w Polsce. Powiem szczerze, nie jestem tak oczytany jak moi rówieśnicy. Nie wstydzę się o tym mówić. Schulza przeczytałem może jedną karteczkę, a Mickiewicza chyba więcej czytałem po duńsku niż po polsku. Generalnie wiem niewiele o polskiej literaturze czy historii, ale cały czas się uczę. Moja mama jest dumna ze mnie i bardzo ją cieszy ten Czesław Miłosz według Czesława Mozila. Choć nie piszę muzyki, by edukowała, to jeśli się komuś spodoba, jestem usatysfakcjonowany.
Wielu artystów podejmuje próby interpretacji poezji i komponuje własną muzykę. Jak sądzisz, co powoduje, że jednym wierzymy, a innym nie? Wszystko odbywa się na poziomie inteligencji emocjonalnej?
Ludzie przychodzą na operę i coś ich wzrusza. Czy muszą wiedzieć o tej muzyce wszystko, żeby poczuli, polubili, zrozumieli? My w Polsce prestiżowo traktujemy studia, dyplom, papier, które o niczym jeszcze nie świadczą. I to jest takie smutne, że nie patrzymy na to, co dana osoba potrafi, jakim jest człowiekiem. Czuję, że to jest naprawdę bardzo zakorzenione w polskiej mentalności, chociaż być może powoli się zmienia. Kiedyś mój nauczyciel na studiach powiedział: „Czesław, obojętne, co będziesz robił w życiu, zawsze będziesz grał, bo tego chcesz. Czy skończysz te studia, czy nie”. To było bardzo budujące, że nauczyciel wierzył we mnie, w muzyka, a nie chciał stworzyć ze mnie uczelnianego produktu za wszelką cenę.
Skąd się wziąłeś w Polsce?
Urodziłem się w Zabrzu. Ojciec przyjechał z Ukrainy i spotkał mamę. Zakochali się w sobie i pojawiłem się na świecie. Kiedy przyjaciel ojca wyemigrował do Kanady, całą rodziną mieliśmy do niego dołączyć. Wyjechaliśmy wtedy z Polski, a nasza trasa prowadziła przez Danię, gdzie mieszkała moja babcia. I tam już zostaliśmy. Gdybym wyemigrował do Kanady, nie byłoby przygody z Polską. Z Danii mogłem przyjeżdżać na wakacje do ciotek na Śląsk i do Poznania. Polska nie była mi nigdy obca.
W Danii jesteś Polakiem, a w Polsce Skandynawem?
Im bardziej jesteś świadomy swoich korzeni, tym lepiej się aklimatyzujesz w nowym kraju. Zawsze wiedziałem, że jestem Polakiem, który wyemigrował do Danii. Cudownie jest uczyć się nowego języka, poznawać ludzi, nowe obyczaje, dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Wszystko jest inne, ale i ekscytujące – przez to, że nieznane. Jednak rodzinne Zabrze to także był specyficzny miks kulturowy i ludzki. Moja rzeczywistość jest mieszanką polsko-duńską i staram się żyć dniem dzisiejszym. Jako 19-latek miałem takie przemyślenia, że rozpocznę studia muzyczne w wieku
20 lat, skończę je w wieku 23–24 i wtedy zadecyduję, co będę robił w życiu – wszystko będzie zależało ode mnie. Możesz sam się zmieniać, zmieniając swoje poglądy, wymagania, plany lub miejsca, w których przebywasz. Uwielbiam podróżować. W tym nie ma nic ograniczającego. Polska to dla mnie Poznań, Gdańsk, Wrocław, Warszawa, Kraków.
20 lat, skończę je w wieku 23–24 i wtedy zadecyduję, co będę robił w życiu – wszystko będzie zależało ode mnie. Możesz sam się zmieniać, zmieniając swoje poglądy, wymagania, plany lub miejsca, w których przebywasz. Uwielbiam podróżować. W tym nie ma nic ograniczającego. Polska to dla mnie Poznań, Gdańsk, Wrocław, Warszawa, Kraków.
Próbowałeś patrzeć na Polskę oczami obcokrajowca?
Mam przyjaciół w naprawdę bardzo różnych miejscach Polski. Ogólnie to obraz egzotyczny, ale spójny. Nie dostrzegam lokalnych odrębności, bo dla mnie to absurdalne. Od 2002 roku
koncertujemy, jeżdżąc po całej Polsce, zagraliśmy około 300 koncertów, zanim ukazał się debiut płytowy, więc miałem już swoje enklawy publiczności z różnych środowisk. Na przykład przyjaźń z Mariuszem Kaczmarkiem, który namalował obrazy ilustrujące album „Czesław Śpiewa Miłosza”. Spotkałem go pierwszy raz w 2002 roku w Kostrzyniu nad Odrą. Dlatego, kiedy jadę samochodem do Danii przez Niemcy, często skręcam do Kostrzynia, żeby odwiedzić Mariusza i pytam: „Jak tam u ciebie?”. Wchodząc do jego pracowni, widzę, że nadal tworzy i stał się fantastyczną postacią, kimś ważnym. Koło się zamyka i wszystko ma sens, a wiele osób tego nie rozumie i pytają go: „Jak się wkręciłeś do Czesława? Po co się z nim lansujesz?”. Ludzie wszędzie mają potrzebę szukania ściemy! Na początku byłem tym zadziwiony. Bolesne także jest to, że kiedy stajesz się osobą medialną, telewizyjną, to wszyscy (dziennikarze również) zapominają, że masz za sobą mnóstwo koncertów, a twoja płyta była najlepiej sprzedającą się w 2008 roku i oceniają ciebie tylko na podstawie występów telewizyjnych. Dlaczego jedno wyklucza drugie? Nie rozumiem.
koncertujemy, jeżdżąc po całej Polsce, zagraliśmy około 300 koncertów, zanim ukazał się debiut płytowy, więc miałem już swoje enklawy publiczności z różnych środowisk. Na przykład przyjaźń z Mariuszem Kaczmarkiem, który namalował obrazy ilustrujące album „Czesław Śpiewa Miłosza”. Spotkałem go pierwszy raz w 2002 roku w Kostrzyniu nad Odrą. Dlatego, kiedy jadę samochodem do Danii przez Niemcy, często skręcam do Kostrzynia, żeby odwiedzić Mariusza i pytam: „Jak tam u ciebie?”. Wchodząc do jego pracowni, widzę, że nadal tworzy i stał się fantastyczną postacią, kimś ważnym. Koło się zamyka i wszystko ma sens, a wiele osób tego nie rozumie i pytają go: „Jak się wkręciłeś do Czesława? Po co się z nim lansujesz?”. Ludzie wszędzie mają potrzebę szukania ściemy! Na początku byłem tym zadziwiony. Bolesne także jest to, że kiedy stajesz się osobą medialną, telewizyjną, to wszyscy (dziennikarze również) zapominają, że masz za sobą mnóstwo koncertów, a twoja płyta była najlepiej sprzedającą się w 2008 roku i oceniają ciebie tylko na podstawie występów telewizyjnych. Dlaczego jedno wyklucza drugie? Nie rozumiem.
Kiedy Czesław Mozil bywa najszczęśliwszym człowiekiem na świecie?
Mam ostatnio dość ciężki czas. Na pewno czuję się bardzo szczęśliwy, że zrealizowałem swój plan na 2011 rok. Oczywiście nie zrobiłem tego sam, lecz z pomocą przyjaciół, muzyków, managmentu i rodziny. Jestem z tego dumny i daje mi to ogromną siłę. W ciągu całego roku miałem chyba tylko cztery dni wolnego.
To niesamowite, że pracujesz na okrągło, a media kreują cię na kobieciarza i balangowicza.
Kocham imprezować, ale mam też ogromną wewnętrzną dyscyplinę! Nie zrobiłbym tego wszystkiego, gdybym nie działał według swojego planu. Boli mnie, kiedy ludzie myślą, że wszystko lekko mi przychodzi. To ciężka harówa! To smutne, że ludzie naprawdę są przekonani, że to inaczej wygląda. W Polsce jest jeszcze niewielu reemigrantów i być może dlatego postrzegany jestem jako mało inteligentny artysta kaleczący język polski. Nawet jest maluteńki procent społeczeństwa, który uważa mnie za debila.
To artystyczna szkoła przetrwania…
Jeśli mówimy już o szkole przetrwania, może wrócę do 2005 roku, bo wtedy przeżyłem coś, co mnie bardzo zahartowało. Z kolegą kupiliśmy knajpę i przez trzy lata straciłem wiele: dziewczynę, prywatne życie… Tak bywa. Podejmujesz decyzję, nie ma mamusi i tatusia. Masz niewiele ponad
20 lat, podpisujesz jako dorosły kontrakt, pracujesz i muszą być obroty. Bank do ciebie pisze, dzwoni i świadomość tego, że idziesz do pracy na 14 godzin i każda godzina cię kosztuje minus 50 zł, jest porażająca. Widzisz, jak konto topnieje. To hartuje totalnie. Nie sądzę, że każdy powinien dostać taką szkołę życia i mieć taką siłę, ale ludzie, którzy nigdy nie dostali po głowie, ciężko przeżywają porażki. Nie życzę, by to ich spotkało np. w wieku 50 lat, bo ten zjazd jest wtedy bardziej bolesny. Różne doświadczenia, które zdobywasz jako człowiek, to pewien kapitał i dzięki niemu budujesz dalej. Obserwuję, że wielu młodym ludziom życie jeszcze nie dało w kość, nie musieli mówić sobie: „OK, teraz trzeba zacisnąć zęby!”. Panuje roszczeniowe nastawienie: mam skończone studia, trzy kierunki, więc coś mi się należy!
20 lat, podpisujesz jako dorosły kontrakt, pracujesz i muszą być obroty. Bank do ciebie pisze, dzwoni i świadomość tego, że idziesz do pracy na 14 godzin i każda godzina cię kosztuje minus 50 zł, jest porażająca. Widzisz, jak konto topnieje. To hartuje totalnie. Nie sądzę, że każdy powinien dostać taką szkołę życia i mieć taką siłę, ale ludzie, którzy nigdy nie dostali po głowie, ciężko przeżywają porażki. Nie życzę, by to ich spotkało np. w wieku 50 lat, bo ten zjazd jest wtedy bardziej bolesny. Różne doświadczenia, które zdobywasz jako człowiek, to pewien kapitał i dzięki niemu budujesz dalej. Obserwuję, że wielu młodym ludziom życie jeszcze nie dało w kość, nie musieli mówić sobie: „OK, teraz trzeba zacisnąć zęby!”. Panuje roszczeniowe nastawienie: mam skończone studia, trzy kierunki, więc coś mi się należy!
Trasy koncertowe to także spotkania z fanami, fankami. Jak oceniasz Polki?
Trudno je jednoznacznie określić. Mnie się wydaje, że Polki są bardzo wrażliwe. Mam ogromny sentyment do Ślązaczek, bo one są konkretnymi kobietami. Kiedyś generalizowałem, mówiłem, że duńskie dziewczyny są takie, Brytyjki inne, ale Polki są tak cudownie różne, zależnie od tego, z jakiego regionu pochodzą i jakie mają za sobą przeżycia, że przestałem szukać jednej odpowiedzi. Być facetem w Polsce to świetna sytuacja, bo tu kobiet jest więcej niż mężczyzn. Fama głosi, że Polki są wyluzowane, godne i szlachetne. Mają wyjątkową melancholię w twarzy, która naprawdę kręci Skandynawa. Za to faceci w Polsce nie starają się tak bardzo, powiedziałbym, że są tacy troszeczkę niezadbani. Polki ich rozpuściły i Polakom wydaje się, że wystarczy być. Powinni bardziej się starać.
Przyszłość związków to pary czy single i singielki?
Pary będą zawsze. Wierzę jednak, że struktura tego, co uznajemy za „zdrowy” model rodzinny będzie się trochę zmieniać. Trzeba pamiętać, że z jednej strony jest mnóstwo rozbitych rodzin, a z drugiej wiele szczęśliwych samotnych matek. Wszystko się zmienia. Jestem pewien, że wkrótce będziemy dostrzegać związki trochę inaczej zorganizowane niż te tradycyjne i że będą to związki szczęśliwe. Jeśli chodzi o mnie, to nie wiem, jak to będzie w przyszłości z moim życiem, ale nie wykluczam niczego. Może będę miał dzieci za 10–15 lat, nie wiem. Przecież nie będę tworzył na siłę czegoś, czego nie ma. To może się pojawić jutro, a może nigdy. I nie odbiorę tego jako porażki, jeśli za 20 lat nie będę siedział w fotelu, otoczony rodziną, choć chciałbym tego. Nie będę szukał żony na siłę, żeby pojawić się na okładce jakiegoś pisma, mogę to zrobić jako singiel…
http://zwierciadlo.pl/2012/kultura/kultura-wywiady/czeslaw-mowi-2
http://zwierciadlo.pl/2012/kultura/kultura-wywiady/czeslaw-mowi-2
piątek, 4 maja 2012
"Za dziesięć lat chcę być linkiem" - wywiad z Czesławem Mozilem
Z Czesławem Mozilem spotkałam się po jednym z koncertów w Poznaniu. Rozmawialiśmy o zakochaniu, płycie „Czesław Śpiewa Miłosza”,o fanach, programie X Factor i planach na przyszłość.
Aleksandra Kołosowska: Trasę koncertową, którą zakończył występ w Poznaniu 1 kwietnia nazwaliście Wiosna. Czy to w pewnym sensie znaczy, że obudziłeś Polaków z letargu, takiego zimowego spokoju?
Czesław Mozil: Nie wiem. Może nie mieliśmy pomysłu na trasę, a wiosna kojarzy mi się z młodymi, zakochanymi ludźmi. To fajny okres. Lubię obserwować na ulicach ludzi, którzy, może przez to jak zostali wychowani, zakochują się wiosną.
A.K.: Co spowodowało, że postanowiłeś zmierzyć się z twórczością Czesława Miłosza?
CZ.M.: Dostałem propozycję żeby zagrać koncert na stulecie Miłosza w Gdańsku. Zgodziłem się na to. W pewnym momencie stwierdziłem, że dobrze mi idzie, że piosenki są trudne, inne, ale żyją swoim życiem. Logiczne stało się, że chciałem je nagrać. Jak mają katować w szkole Miłoszem, a niektóre polonistki nie będą miały pomysłu jak to zrobić, to może kiedyś ściągną parę naszych piosenek. Byłoby mi bardzo miło. Dlatego też robimy teraz teledysk do Postoju zimowego, który będzie cholernie drogi. Ja sam za to płacę. Za dziesięć lat chcę być linkiem – już dostaję maile od polonistek, które są zachwycone więc się cieszę.
A.K.: Jak wyglądały prace nad tym albumem? Czytałeś wszystko i wybierałeś po kolei co zagrasz, czy ktoś Ci to narzucił?
CZ.M.: Nie, inaczej by się nie dało. Dostałem od pani Agnieszki Kosińskiej pięć tomów z biblioteki Miłosza i zacząłem grzebać w tych tomach. To trwało długo, półtorej roku. I znalazłem niektóre rzeczy. Pierwsze co napisałem to był Postój zimowy. Było dużo grzebania, czasami to było trudne dla mnie do zrozumienia. Musiałem znaleźć swojego Miłosza, troszeczkę drania, faceta, balowicza, romantyka. Musiałem go tam znaleźć, jak najbardziej po swojemu.
A.K.: A czy to nie było potwornie nudne, takie mozolne grzebanie?
CZ.M.: Cholernie nudne. To było nudne w tym sensie, że ja jestem takim człowiekiem, który generalnie bardzo mało czytał książek. Mam matkę polonistkę, ale nie wstydzę się powiedzieć, że mało czytałem. Ja sam musiałem oswoić tę poezję. Siedziałem z karteczkami, siedziałem przy pianinie, próbowałem i czasami się coś rodziło. Przez to, że jest piosenka, która ma tekst, ja łatwiej rozumiem tę poezję. Może nawet źle rozumiem, może źle interpretuję, ale to nie szkodzi. Ja interpretuję to po swojemu, w swoim świecie. I nie powiem, że znam dwadzieścia wierszy Miłosza, mogę powiedzieć, że znam dziesięć i to było te dziesięć, które wybrałem i nagrałem. I się cieszę, że mi się udało.
A.K.: Nie bałeś się tego jak ta płyta zostanie przyjęta przez krytyków i przez publiczność?
CZ.M.: Ależ pewnie, inaczej bym tego nie zrobił. Ja nienawidzę takiego ą i ę, snobizmu a propos wyższej sztuki. Tacy, tak zwani, poeci prawdy, którzy znają Chopina lepiej niż on sam siebie znał, mają oryginalne nagrania, pili z nim wódkę i mają nawet koleżanki, które z nim sypiały więc oni wiedzą jak Chopina należy grać. Tak samo Miłosz, ma tylu takich poetów prawdy – nienawidzę tego. Nie mogę robić płyt żeby się bać. To jest tak: ja jestem panem, który nagrał hit trzy lata temu, jeździłem w trasy przez dziesięć lat, mnóstwo harówy. Kocham grać, to jest najlepsze co ja znam – grać koncerty. Mam świetną kapelę, niektórzy ludzie mnie w ogóle nie znają, niektórzy ludzie wierzą, że jestem nietrzeźwy na scenie, że dostałem trzydzieści pięć tysięcy za sesje zdjęciową, czytająPudelki. Dla takich ludzi jestem panem z Pudelka, spoko. Ja kocham telewizję, kocham brać udział w programie jak X Factor. Ale ci, którzy byli tutaj dzisiaj to większość z nich zna moją muzykę i się mega jaram, że możemy dla nich grać. Ale mam też hejterów. Hejterzy nigdy nie byli na koncercie, bo chłopczyk mały, który hejtuje gdyby zobaczył naszą kapelę, to by się zamknął. Ja uwielbiam grać koncerty, a krytycy przecież zawsze będą. Ja nie potrafię śpiewać, ja seplenię. Może inaczej – nie jestem wielkim śpiewakiem, ale chyba potrafię opowiedzieć jakąś historię od A do Z. Zawsze będzie się walczyć z jakimś image. Dziennikarze pytają mnie: Kim Ty jesteś ostatnio, muzykiem czy celebrytą? Co za idiotyczne pytanie! Przyjdźcie na koncert, zobaczcie jak gramy. Tak samo są mity dotyczące tego ile się zarabia na scenie w Polsce.
A.K.: A Ty z tego co zauważyłam lubisz Poznań. Lubisz naszą publiczność?
CZ.M.: Ja uwielbiam Poznań, mam stąd chrzestną. Robiłem teatr, spektakl ze świetną Iwoną Pasińską, lubiłem ruch, taniec. Uwielbiam Poznań. Ja się tu świetnie czuję i mam swoje ulubione knajpy. Kiedyś tu w Poznaniu spotkałem swoją eks-dziewczynę, która teraz jest moją bliską przyjaciółką. Znam właścicieli Dragona. Znam Poznań bardzo dobrze i uwielbiam.
A.K.: Wróćmy jeszcze na chwilę do Miłosza. Jak fani przyjęli tę płytę?
Cz.M.: Fani hardkorowi są zachwyceni, ale to jest logiczne, że jak robisz Maszynkę do świerkania i jesteś śmiesznym panem, który śpiewa o żabkach to dla niektórych to jest nie do przyjęcia. Ale ja też zawsze mówiłem – ja nie jestem dla fanów – to fani są dla mnie. Ja robię coś po swojemu. Ta płyta nie trafiła do tak szerokiego grona jak poprzednia, nie sprzedała się tak dobrze, za to ja jestem w siódmym niebie. I będziemy mieszać te piosenki, one będą żyć swoim życiem i będą w naszym repertuarze.
A.K.: Album został nominowany do Fryderyków w dwóch kategoriach, co wtedy czułeś?
CZ.M.: Nic. Tak jak pięć lat temu moim marzeniem było zdobycie Fryderyka to jak zdobyłem Fryderyki, zobaczyłem, że są fajne tylko trzeba mieć do nich dystans. Bo jeżeli hitem roku może być cover Acid Drinkers (z Poznania chłopacy, kocham ich, więc pozdrawiam) to trzeba mieć dystans, ale się cieszę, że Mariusz Kaczmarek był nominowany za okładkę, a poznański fotograf Andrzej Lebowski zrobił zdjęcia tych obrazów. Mariusz Kaczmarek to jest malarz z Kostrzyna, którego poznałem dziesięć lat temu. Przyszedł na koncert Tesco Value, zrobił nam obraz i to jest niesamowite jak ludzie szukają ściemy – każdy szuka ściemy, gdzie jest ta ściema, komu się dało dupy, ile się zapłaciło kasy. Była taka sytuacja, że Mariusz Kaczmarek przyjechał do Warszawy na parę wywiadów ze mną, wtedy od swoich kolegów z branży usłyszał: Jak Ty się wkręciłeś w tego Czesława, co Ty się tak lansujesz w tej Warszawie z tym Czesławem? A on powiedział: Przyszedłem na koncert dziesięć lat temu. Dał nam wtedy obraz Tesco Value i od tego czasu mieliśmy kontakt. Jak jechałem do Danii półtora roku temu, skręciłem na Kostrzyn. Wszedłem do pracowni Mariusza i nagle wszystko nabrało sensu, to jest piękne jak się spotyka kogoś po dziesięciu latach i nagle robi się coś razem. A ludzie są przekonani, że to jest ściema.
A.K.: Na jakim etapie są prace nad klipem do Postoju zimowego?
CZ.M.: Zdjęcia są już nagrane, teraz jest w trakcie postprodukcji. Ale sam nie wiem.
A.K.: Możesz coś zdradzić, jak ten klip będzie wyglądał ?
CZ.M.: Będzie się dział w Krakowie, ale będzie to coś niesamowitego, mam nadzieję.
A.K.: Twoje teledyski tak naprawdę są zupełnie inne niż większość polskich klipów. Czy Ty jesteś też reżyserem? Wymyślasz scenariusz czy robi to ktoś zupełnie inny?
CZ.M.: Mój dobry przyjaciel Mads Nygaard Hemmingsen, on razem z ekipą poznańską Barbarą Kaniewska, Katarzyną Pielużek. Są to dziewczyny, które współpracują z Madsem. Jest operatorem więc to jest taka polsko-duńska ekipa, która sprawdziła się już w pięciu teledyskach. Ja mu daje całkowitą wolność. On kocha moją muzykę, ja się z tego bardzo cieszę i daje mu całkowicie wolną rękę. On nawet był w Dani na wykładach o Miłoszu.
A.K.: Twoje teksty są ciekawe, ale trudne. Czy nie boisz się, że niektórzy ludzie ich po prostu nie zrozumieją, i że będą Cię traktować jak takiego śmiesznego chłopaczka z Danii?
CZ.M.: Pewnie, że są tacy. Tylko, że jest granica między wzruszeniem a śmiesznością. Dzisiaj się wszystko potwierdziło, ja mogę być śmiesznym chłopczykiem, który śpiewa o żabkach dla ludzi, którzy mnie w ogóle nie znają. Ja dobrze sam swoich tekstów nie rozumiem więc jest git.
A.K.: Z kolejnymi koncertami ruszasz już 1 maja. Jakie miasta odwiedzisz i co Cię skłoniło do takiej trasy po małych miastach?
CZ.M.: Dla kasy.
A.K.: A tak poważnie?
CZ.M.: Ja zawsze grałem. Cała ideologia jest taka, że my gramy od dziesięciu lat z Tesco Value i Czesław Śpiewa. Dla mnie to jest ważne, jeśli są zaproszenia z mniejszych miejscowości, wtedy ja mogę przyjechać i zagrać koncert dla ludzi, którzy może by nie przyjechali do większego miasta. Może dwieście czy sto pięćdziesiąt kilometrów to jest dla nich za dużo. Nie ma w tym ideologii – ja po prostu kocham grać. Jestem muzykiem, uwielbiam grać i póki mogę będę to robić. Solowe koncerty to jest jakaś anarchia totalna. Ja wtedy gadam, gadam, gadam. To jest logiczne, że nie wychodzimy po takim koncercie jak dzisiaj, bo jest tylu ludzi. A jeżeli ktoś chce spotkać tę intymność, to zapraszam na moje Solo Acty. To jest anarchia totalna, ale dla mnie to bardzo ważne żeby tak właśnie grać .
A.K.: Czy uważasz, że takie małe koncerty i publiczność z małych miast różni się od publiczności wielkomiejskiej?
CZ.M.: Nie. Sądzę, że każdym miasteczku są hippisi, sami swoi, ale często takich spotykam więc ja mam cudowne przeżycia, bo ludzie są różni. Przychodzą na takiego Czesława i większość tych ludzi wie czego się spodziewać.
A.K.: Czy Czesław przed programem X Factor i ten po programie to jest ten sam Czesław?
CZ.M.: To jest niemożliwe żeby być tym samym. Ja mam ogromne parcie na szkło, większe niż mój management. Ja odmawiałem udziału w różnych dziwnych programach przez trzy lata, ale jak dostałem tę propozycję, byłem w siódmym niebie. Chciałbym być w telewizji, robić jakieś programy muzyczne dla dzieci, chciałbym zrobić też program o emigrantach więc ja telewizję lubię. Ale nie można być tym samym człowiekiem co kiedyś. To jest absurdalne, że można było sprzedać osiemdziesiąt tysięcy płyt - „Debiut” chyba najlepiej sprzedająca się polska płyta w 2008 roku, ale chodziło się po ulicy i ludzie cię nie rozpoznawali. Teraz ludzie cię rozpoznają, a twojej muzyki nie znają. Na pewno nie można być tym samym człowiekiem. Ale powiem szczerze, że jest więcej plusów niż minusów takiego stanu rzeczy i dobrze, że mi nie odbiło. Mam trzydzieści trzy lata, wydaje mi się, że gdyby młody człowiek w wieku dwudziestu lat stał się taką osobą medialną, wtedy trudno by było żeby nie odbiło. A mam trzydzieści trzy lata i chyba trzymam poziom.
A.K.: Trwa druga edycja programu X Factor. Czy Ty już masz swojego faworyta?
CZ.M.: Tak, są tacy. Nie mogę nic zdradzić, ale na żywo będą nas czekać fajne postaci, strasznie zdolni ludzie.
A.K.: W programie często się wzruszasz, nie wstydzisz się łez. To znaczy, że jesteś romantykiem?
CZ.M.: Nie wiem czy jestem romantykiem. Cieszę się, że potrafię się wzruszyć, nawet wtedy kiedy filmują mnie kamery… Lubię wchodzić w coś stuprocentowo.
A.K.: Jak myślisz czym spowodowany jest Twój dobry kontakt z publicznością? Bo publiczność szaleje na Twoich koncertach.
CZ.M.: Jestem dobrze wychowanym przez swoich rodziców chłopakiem, dobrze wychowanym, pracującym młodym człowiekiem.
A.K.: A co Tobie daje muzyka, którą tworzysz?
CZ.M.: Takie oczyszczenie. To jest dobre pytanie, nie wiem. Ale nie mogę sobie wyobrazić życia bez niej. Dla mnie jest to wszystko logiczne. Nawet trudno odpowiedzieć na takie pytanie, nie wyobrażam sobie rzeczywistości bez tego.
A.K.: Czym się inspirujesz pisząc teksty?
CZ.M.: Sam nie wiem. Czasami właśnie takimi miasteczkami jak Ostrowiec Świętokrzyski. To jest mój tekst, ale ja nie jestem wielkim poetą, więc czasami lubię opowiadać swojemu koledze, który jest poetą i on wtedy tworzy, powiedzmy, jakiś świat tekstowy, śpiewany z moimi przeżyciami. Mnie się wydaje, że człowiek jest obserwatorem i dobrzy poeci obserwują. Nie wiem. To jest trudne pytanie.
A.K.: Które miasto jest tobie najbliższe – Kopenhaga, Kraków czy Warszawa?
CZ.M.: Złe pytanie.
A.K.: Dlaczego złe?
CZ.M.: Powiem szczerze, to może zaskoczyć wielu, ale dawno się nie czułem tak w domu, jak właśnie w Warszawie. Mieszkam na Starej Pradze i tam właśnie znajduję spokój. Bo ta Warszawa, Szanowni Państwo, jest naprawdę cudownym, fajnym miastem. Tutaj są naprawdę fajni, cudowni ludzie. Tylko dużo ludzi o tym nie wie, bo tej Warszawy wcale nie znają.
A.K.: A o czym marzy Czesław w zaciszu domowym?
CZ.M.: O zdrowiu i o takiej starości żeby nie była uciążliwa dla innych.
A.K.: Słyszałam, że dostałeś propozycję napisania biografii. Dlaczego odmówiłeś?
CZ.M.: Skąd to wiesz? Moje życie jest mega kolorowe, ale na biografię w wieku trzydziestu trzech lat to chyba jeszcze nie czas.
A.K.: Czyli było coś takiego?
CZ.M.: Było, ale gdybym napisał biografię, taką jak bym ja chciał napisać, to bym nie mógł wyjść na ulicę następnego dnia. Jeśli biografia ma być szczera to ja jej w tej chwili nie mogę napisać.
A.K.: Ale kiedyś będzie na to szansa?
CZ.M.: Może tak.
A.K.: Podsumowując, jakie są Twoje plany na 2012 rok?
Cz.M.: Chciałbym grać i chciałbym mieć więcej wolnych dni. Ostatniego roku miałem cztery wolne dni i to wszystko było w podróży. Chcę grać, chcę nagrać płytę na żywo, chciałbym być ze swoimi przyjaciółmi, balować. Chciałbym się zakochać, ale to nie jest takie proste…
Czesława Mozila, jego zespół Czesław Śpiewa możecie spotkać na koncertach już w maju!
A przed nami Majowo – Koncertowo – Zespołowo – Solowo – Międzynarodowo J ! Zapraszamy !
11.05 Greifswald, Theater Greifswald, Anklamer Strasse 106, g. 20/Czesław Śpiewa
12.05 Greifswald, Theater Greifswald, Anklamer Strasse 106, g. 20/ Mademoiselle Karen
13.05 Zielona Góra, 4 Róże dla Lucienne, Stary Rynek 17, g. 20/ Czesław Śpiewa
14.05 Zielona Góra, 4 Róże dla Lucienne, Stary Rynek 17, g. 20/Czesław Śpiewa
15.05 Kielce, klub Kotłownia (teren Bazy Zbożowej), ul. Zbożowa 4, g. 20/Czesław Śpiewa
16.05 Kraków, Juwenalia Krakowskie, klub Żaczek ul. 3 maja 5, g. 22.15/Czesław Śpiewa
17.05 Szczecin, Juwenalia Szczecińskie, Łasztownia (Nadbrzeże, Starówka) ul. Tadeusza Wendy 1, g. 21.15/Czesław Śpiewa
18.05 Sanok, Muzeum Budownictwa Ludowego, ul. Rybickiego 3, g. 20/Czesław Śpiewa
27.05 Niekielka, kościół Ewangelicki, ul. Jana Pawła II, g.19/Solo Act
31.05 Miasteczko Śląskie, Miejski Ośrodek Kultury, ul. Srebrna 24, g. 20/Solo Act
http://coolturalni24.pl/2012/05/04/za-dziesiec-lat-chce-byc-linkiem-wywiad-z-czeslawem-mozilem/
http://coolturalni24.pl/2012/05/04/za-dziesiec-lat-chce-byc-linkiem-wywiad-z-czeslawem-mozilem/
Subskrybuj:
Posty (Atom)